Już niemal dwa lata minęły od końca wielkiego boomu mieszkaniowego, który zapoczątkowało wstąpienie naszego kraju do Unii Europejskiej. W czasie jego trwania dziesiątki tysięcy mieszkań zmieniły swoich właścicieli, kolejne dziesiątki tysięcy nowych znalazły swoich nabywców. Wielki ruch w branży podsycany był wyjątkową łatwością uzyskania atrakcyjnie oprocentowanych kredytów. Rósł popyt, za którym nie nadążała podaż. Ceny szybko pięły się w górę.
Jednak u schyłku 2007 roku zaczął się okres dekoniunktury - ceny stały się zbyt wysokie, kredyty coraz trudniejsze do zdobycia, liczba transakcji zaczęła spadać. I wtedy zaczęło się wielkie wróżenie - w jakim czasie i o ile spadną ceny mieszkań. O 20%? O 30%? Pojawiły się też głosy, że ceny spadną o połowę i wrócą do poziomu z 2005 roku. Wielu niedoszłych nabywców mieszkań w takich zapowiedziach upatrywało swojego szczęścia - realizacji marzeń o własnym M.
Jednak realia rynkowe daleko odbiegają od tego, co zapowiadali niektórzy eksperci czy dziennikarze. Jak wynika z analizy serwisu Oferty.net w ciągu ostatnich 20-u miesięcy ceny mieszkań rzeczywiście spadły ale w znacznie mniejszym stopniu. W stosunku do stawek z listopada 2007 obecnie ceny ofertowe są niższe w Krakowie o niespełna 12%, w Łodzi o nieco ponad 11%, w Warszawie o 7,5% a w Bydgoszczy i Szczecinie ok. 4%.
Od wspomnianych wartości istnieją oczywiście wyjątki twierdzi Marcin Drogomirecki z serwisu Oferty.net. Mieszkania, które początkowo oferowane były po przesadnie wygórowanych cenach i nie znajdowały zainteresowania, staniały nawet o 25-30%. Trzeba jednak pamiętać, że dotyczy to bardzo wąskiej grupy ofert.






